XLVI

Patrick rzucił klucze do miski stojącej na komodzie i podłączył telefon do ładowarki. Chwilę zastanowił się nie pojechać popływać na najbliższy basen, oddalony gdzieś z 5 km od jego domu. Wysiłek fizyczny złagodziłby seksualną frustrację i pomógł mu zasnąć. Zdjął koszulę i buty i poszedł do kuchni po butelkę wody.

Postępowali właściwie, czekając. Sara zajmowała w jego życiu zbyt ważne miejsce- była jego nieodłączną częścią- żeby przyspieszali relację, którą zamierzali odbudować.

Sara była nie tylko interesującą, atrakcyjną kobietą. Twarda i zabawna, bystra i silna Sara Smith. Miała tak wiele cech, które podziwiał w kobietach-wszystkie w jednym pięknym opakowaniu.

Przez większość życia uważał, że taki pakiet jest niedostępny. A teraz, kiedy ona-on-oni w końcu znieśli restrykcje, pragnął jej bardziej niż kiedykolwiek. Kolejny powód żeby zaczekać. Nie spieszyć się.

Choć do tej pory w życiu w dużej mierze kierował się impulsem. Uwielbiał to. Ale nie teraz. Nie kiedy chodziło o kogoś, kto był dla niego tak ważny jak Sara i to na tak wielu skomplikowanych płaszczyznach. Powoli i rozsądnie, upomniał sam siebie. To zawsze zdaje egzamin, prawda?

W krótkim czasie dowiedziała się o nim zbyt wiele, i o niczym tak naprawdę nie miała pojęcia.

Spędzili razem wczorajszy dzień, jak to robili już wcześniej, tyle tylko, że w nowej sytuacji, z kompletnie innym podejściem. Tego potrzebowali najbardziej…

Na basen!-rozkazał sobie na sekundę przed tym, gdy walenie do drzwi i natarczywe brzęczenie dzwonka zmusiło go, by udać się w stronę drzwi.

-Na widok Sary-zdenerwowanej,zarumienionej, z szeroko otwartymi oczami-ostre szpony paniki wbiły mu się w żołądek.

- Co się stało?Miałaś wypadek?-złapał ją , szukając obrażeń, a wyobraźnia podsuwała mu najgorsze obrazy.- Dzwoń pod 112, a ja pobiegnę…

- Nie , nie było żadnego wypadku-odpowiedziała spokojnie,ale wyraz jej oczy wcale się nie zmienił..-pomachała ręką , żeby się cofnął i głośno wciągnęła powietrze. –Posłuchaj mnie. Dostałam się.

-Co ? Nic ci nie jest? Co się stało?

-Dostałam się!-zawołała rzucając mu się na szyję. – Wybrali mnie! Paddy, czy t to rozumiesz?

- Ale o czym ty mówisz?- przeczesał dłonią włosy.

-  Clinique Alleray Labrouste…, nie mogę w to uwierzyć….-wyrzucała z siebie kolejne dania, których w ogóle nie rozumiał.

- Saro, kochanie, jeszcze raz, tylko powoli…-powiedział dotykając dłonią jej policzka…

- Jestem taka szczęśliwa. Dr Donovan, jest najlepszy. W Paryżu wiele się od niego nauczę…

- Gdzie?- Paddy uniósł dłoń żeby się uspokoić.

- W Paryżu, ale to przecież nie koniec świata i nie potrwa to wiecznie-spojrzała na niego swoim najlepszym wzrokiem.

Osłupienie zastąpiło uczucie paniki.

- Gdzie?O czym ty gadasz do cholery?

-O wszystkim! Skup się- dźgnęła go palcem- Nie nadążasz.

- Cóż, mógłbym , gdybym wiedział, o czym ty, u diabła, mówisz.

- Słuchaj, dobrze?- zaczęła zsuwać buty, ale przerwała. Podekscytowanie nie dawało za wygraną.

- Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Ty, ten staż….- wyrzucała z siebie słowa jak karabin, machając najpierw jedną, potem drugą ręką…- To dla mnie ogromna szansa.

- Nie jestem pewien czy wszystko dobrze pojąłem. Mogłabyś powtórzyć?

- Nie. Teraz nie mam na to czasu. Teraz mamy test jednokrotnego wyboru. A-odwozisz mnie do domu, B. –dzwonię po taksówkę, C-zostaję.

-Pozwól mi to przemyśleć. Zrobione-objął ją i pocałował w usta.

-Właściwa odpowiedź- Sara przycisnęła się do nego. – Zdecydowanie dobra odpowiedź.- jej usta znowu odnalazły jego wargi w gorącym, niecierpliwym pocałunku.- Wszystko ci wyjaśnię, ale teraz wariuję. Lepiej, żebyś ty też był bliski szaleństwa.

Ruszyli razem po schodach, a kiedy znaleźli się w sypialni opuścił ją na łóżko. Sara oplotła go nogami w pasie i przesuwała dłońmi po jego plecach w górę i w dół. Poczuł, jak ogarnia ją niecierpliwość, mimo, że ich usta znowu się spotkały. Zlała ją i wypełniła fala gorąca, tak szybka i tak intensywna, że na chwilę straciła oddech. Zbyt długo czekała.

Schwyciła go za biodra, wyginając się w łuk, kiedy jego zęby błądziły po jej szyi, pobudzając dziesiątki nerwów. Próbowała rozpiąć mu guzik dżinsów, ale Paddy złapał ją za nadgarstki i musnął kciukami łomoczący puls.

- Za szybko.

-Minęła cała wieczność.

- Wiem. Ale co znaczy chwila dłużej?- odchylił się i zaczął rozpinać jej koszulę.- Ostatnio zbyt wiele czasu spędziłem nie mając cię obok, dlatego teraz muszę się rozkoszować tym widokiem. I dotykiem. I smakiem.- rozchylił jej koszulę i przesunął palcami po gładkiej skórze.

Dotykając jej, czuł jakby po raz pierwszy dostrzegł jej piękno. Czuł pod palcami kształt jej twarzy, krągłości ciała, które teraz mógł poznawać bez końca od początku.

Kiedy siegnęła po niego , uniósł ją, żeby zsunać koszulę , smakowac skórę. Rozpiął jej stanik i usłyszał ciche westchnienie, zanim zsunął ramiączka.

- Pozwól mi- szepnął i zamknął usta na jej piersi.

Rozkosz zapłonęła w niej i ogarnęła całe ciało, gdy poddała się jego dłoniom i ustom. Paddy pragnął i brał powoli centymetr po płonącym, morderczym centymetrze, wykorzystując jej bezbronność, jej pragnienie, jak gdyby znał każdy sekret, który ukrywała.

- Pragnęłam tego, Pragnę ciebie- szepnęła w amoku.

- Teraz to mamy. Mamy siebie.

Zsunął z niej dżinsy, błądził językiem po brzuchu i udach. Czas stanął, cała wieczność zawirowała i znikła.

Żadnych więcej marzeń, tylko prawdziwy zachwyt, kiedy poruszali się razem.

Po chwili leżała pod nim słaba i i absolutnie szcześliwa. Tym razem pozwoliła mu prowadzić , ale on skończył równie wyczerpany i zaspokojony jak ona.  Przesunęła dłonią po jego plecach.

- Mógłbyś polecieć tam ze mną…-zaczęła nieśmiało…

- Gdzie? Do Paryża?- zapytał z dziwną nutą w głosie….

- Dlaczego nie?- zapytała podpierając głowę i nie spuszczając wzroku z jego nieco dziecinnych rumieńców….- To tylko kilka miesięcy…

Westchnął głośno.

- Kochanie, to nie jest takie proste, kilka rzeczy trzyma mnie tu w Berlinie i nie mogę tak teraz po prostu wyjechać. Tak po prostu wszystko rzucić i wyjechać….

- Mówisz o Joelle?- jej wcześniejsza euforia przybrała zupełnie odwrotne oblicze….

- Nie….-przeciągnął….- Mam też inne zobowiązania tu na miejscu….Przecież wiesz jak jest…- spojrzał na nią wzrokiem wzbudzającym litość.- Z resztą przecież Paryż to nie koniec świata,a Twój staż nie potrwa wieczności. Będziemy się widywać tak często jak tylko się da….-co?- zapytał przeczesując włosy…

Przez chwilę odniosła wrażenie, że Paddy próbuje ją pocieszyć, a nawet dalej…przez moment poczuła się zawiedziona, że on, jej ukochany, z którym właśnie teraz zaczyna układać sobie życie od nowa nie zareagował inaczej….Dlaczego  nawet nie próbował jej przekonać, że ów pomysł  nie jest zbyt dobry?! Spojrzała na lekki uśmiech Patricka i za wszelką cenę starała się nie dać po sobie poznać co takiego dzieje się w jej głowie.

- Chyba masz rację- westchnęła z trochę udawanym zadowoleniem- Muszę lecieć, jutro muszę naprawdę wcześnie wstać.

- W porządku-Paddy objął ją, wyraźnie dając znać, że nigdzie jej nie puści

+++++

Sara żałowała, że nie miała latarki. I szczoteczki do zębów. Szperanie w szarości wstającego świtu nigdy nie stanie się łatwiejsze. Przynajniej znalazła stanik i jeden but. Mruknęła z satysfakcją, gdy wyczyła palcami gumkę majtek.

Jeszcze koszula, buty i spodnie, pomyślała, bo torebkę  rzuciła na dole. A w niej znajdzie miętówki i pieniądze na taksówkę.

Mogłaby zabić za kawę. Mogłaby okaleczyć za sam zapach kawy.

Nadal przeszukiwala na czworakach podłogę i aż krzyknęła w duchu z radości, gdy natrafiła na drugi but.

- Co ty tam robisz?

-Przepraszam-przykucnęla na piętach- Szukam ubrania. Mówiłam ci, że muszę wcześnie wstać.

-Jak wcześnie jest wcześnie? Jezu, jeszcze nie ma piątej.

-Witaj w świecie służby zdrowia. Słuchaj gdybyś mógł zapalić światło, tylko na 15 sekund, znalazłabym resztę rzeczy i zeszła ci z drogi żebyś mógł spać dalej.

- Nie masz samochodu.

- Zadzwonię z dołu po taksówkę. Mam wszystko oprócz…

Rozbłysło światło, a Sara skrzywiła się i zakryła oczy dłonią.- Mogłeś mnie uprzedzić. tylko na chwilkę.

- Wyglądasz….interesująco.

- Nie wątpię- mogła to sbie doskonale wyobrazić. Naga, z włosami wyglądającymi jakby biły się w nich koty kucała na podłodze z bielizną i butami w ręku.

Dlaczego nie mógł mieć twardszego snu?

- Dwie sekundy- zauważyła koszulę i zastanawiała się, co by mniej uwłaczyło jej godności: pójście po nią na czworakach czy wstanie i przejście nago. Doszła do wniosku, ze na czworakach nikt nie wygląda godnie. Nagość nie miała znaczenia. Paddy widział już ją nago nie raz. Ale nie widział jej nago rano, kiedy nie mogła wyglądać już gorzej. I do diałba wolałaby, żeby przestał uśmiechać się do niej w ten sposób.

- Idź spać.

Wstała i zrobiła dwa kroki. Buty wyleciały w powietrze, kiedy Paddy schwycił ją i pociągnął na łóżko.

- Słuchaj, musze już iść..

- To pewnie nie potrwa długo- wturlał się na nią, dając bardzo jasno do zrozumienia, że jej fryzura w najmniejszym stopniu mu nie przeszkadza.

Kiedy uniósł biodra i wsunął się w nią, Sara uznała, że istnieją na tym świecie rzeczy lepsze niż poranna kawa.

- Chyba jeszcze mam kilka minut

Roześmiał się, wtulając twarz w zagłębienie jej ramienia.

Sara pozwoliła, żeby to w niej narastało. Opadanie, równie delikatne jak wznoszenie, sprawiło, że pragnęła tylko zwinąc się obok niego i znowu zasnaC.

- Dzień dobry- szepnął

-Mmmmm. Miałam cię przeprosić za to, ze cię obudziłam, ale zmienilam zdanie.

-Ja też nie żałuję, Lepiej znajdźmy ubrania, żebym mógł cię odwieźć.

- Wezmę taksówkę.

-Nie, nie weźmiesz.

-Nie badź niemądry. Nie ma żadnego powodu żebyś wstawał, ubierał się i jeździł w tę i z powrotem, skoro jedyne co muszę  to wystukać numer.

- Powód jest taki, że po raz pierwszy spędziłaś noc w moim łóżku.

- Witaj w XXI wieku Sir Kelly, sama tu przyjechałam, więc…

- Wiesz znajdujesz się w bardzo dziwnej pozycji do wszczynania kłótni- Uniósł się na łokciach i poparzył na nią z góry- Jeżeli będziesz tak trzymać przez jakieś 10 minut, mogę dać ci kolejny powód , dla którego nie zadzwonisz po taksówkę.

- Optymistycznie liczysz czas….

- Chcesz się przekonać , kto ma rację?

-Puść mnie. A skoro już jesteś takim dźentelmenem to może dasz mi szczoteczkę do zębów.

- Mogę. Mogę nawet zrobić ci kawę na drogę.

-Za kawę możesz mnie zawieźć wszędzie….

Opublikowano opowiadanie | 5 komentarzy