XLIII

Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie ten moment…Przecież sam – i tylko sam podjął taką decyzję. Chciał zacząć wszystko od nowa – z Sarą…A jeszcze bardziej chciał już przestać żyć w kłamstwie, przecież każda z nich zasługiwała na szczerość…Nigdy więcej żadnych oszustw, niedomówień- pomyślał wbijając się w fotel w salonie…Widział jak Joelle cierpi, jak ociera pojedyncze łzy zakładając kozaki w korytarzu…Jednak nie do końca zdawał sobie sprawę z czym wiąże się jej wyprowadzka…Właściwie to on odszedł, ale to ona opuściła ich wspólny dom… Formalnie należał do niego, jednak to w ogóle nie było ważne…Urządzali go razem planując wspólne życie…

Kiedy tylko Joelle zatrzasnęła bez słowa frontowe drzwi, trzymając czarną walizkę w rękach coś w nim pękło. Coś się kończyło i nie spodziewał się, że jej wyprowadzka tak go przygnębi…Spojrzał na pęk kluczy, który położyła przed wyjściem na stole w kuchni…niewielki kryształowy słonik- breloczek  którego sam  kupił dla niej gdzieś w Austrii. Zawsze gubiła klucze…ale tym razem zostawiła je celowo, już na zawsze…

Siedział na kanapie co chwili zmieniając kanał. Chwilę wcześniej rozmawiał z Sarą…Nie mogli się spotkać tego wieczoru- miała dyżur…Umówili się na następny dzień. Był przekonany, że nie usłyszała w jego głosie cienia smutku. Właściwie zniknął on na chwilę , kiedy po drugiej stronie usłyszał jej głos…Była szczęśliwa, zupełnie jak rano. Oczyma wyobraźni widział ten błysk w oczach, kiedy tylko na niego patrzyła…Westchnął głośno kiedy przypomniał sobie ich poranną rozmowę…Wtedy kompletnie nie rozumiał przygnębienia Sary w  związku z   czekającym ją rozwodem…Był zazdrosny, niepewny czy nadal nie czuje czegoś do tego całego Roberta, ale teraz sam na własnej skórze odczuwał co oznacza koniec długoletniego związku, z którym jeszcze niedawno wiązał przyszłość…W końcu zaręczył się, ustalili datę ślubu, kupił nawet jej suknię, którą pewnie potnie nożyczkami….W przeciągu kilkunastu tygodni zdecydowanie zbyt wiele się wydarzyło…Przez chwilę pomyślał, że jeszcze tego wieczoru mogą wpaść tutaj do niego rodzice Joelle…Może nie ojciec- bo przecież dopiero dochodził do siebie, ale jej matka…Właściwie był pewien, ze zjawi się niebawem…W myślach zastanawiał się jak wytłumaczyć jej to wszystko…Zakochał się? Tak nagle? Przecież niczego mu nie brakowało…Karen była uważną i bystrą kobietą…Może nawet za bystrą…Potrafiła dostrzec wszystko, najmniejsze szczegóły poskładać w sensowną całość…A o Joelle wiedziała niemal wszystko… Z jej twarzy, z  zachowania potrafiła wyczytać nawet najbardziej skrywane emocje…Był pewien, ze gdyby nie nagła choroba Josepha od razu  zauważyłaby, że pomiędzy nim a Joelle coś jest nie tak….A ona sama? Delikatnie mówiąc nie wyglądała najlepiej opuszczając ich dom…

Nagle z rozmyślań wybił go dźwięk telefonu…jednym ruchem wyjął go z kieszeni ciemnych jeansów…

- Cześć, co robisz?- znajomy głos zabrzmiał w jego uszach…

- Właściwie to nic….siedzę, leżę…czasami stoję …

- Joelle jeszcze jest?- Dyrk zapytał nieśmiało…

Nie odpowiedział….Jego wzrok utknął gdzieś w białej pustej ramce na komodzie, w którym jeszcze rano było ich wspólne zdjęcie z Rzymu…

- Halo? Jesteś tam?

- Nie ma jej….przeniosła się do rodziców…- odpowiedział prawie szeptem

- To może? To może wpadniemy, co?- zapytał równie poważnie…

- Właściwie to….właściwie nie chcę być dzisiaj sam….

 

*******

- Nie spodziewałem się, że przyjdziecie wszyscy- powiedział ze z lekkim uśmiechem otwierając drzwi…

Dyrk, Angelo i Jimmy…

- Dokładnie! Jesteśmy wszyscy. No może  prawie…Okularnik zamulił…. Ale przynajmniej będzie więcej dla nas  – powiedział z uśmiechem Jimmy wskazując  kierując wzrok  na okazałą kolorową reklamówkę, którą trzymał w ręku…

- Pożegnalne imprezy są najlepsze- odezwał się Dyrk, jednak po chwili ugryzł się w język widząc, że Paddy naprawdę nie jest w nastroju…

Po chwili „kawowy stolik Joelle” stał się alkoholowym zbiorem różych butelek, które przyniósł ze sobą Jimmy…

- To kiedy ją poznamy?- zapytał Angelo- Musi być naprawdę niezła, skoro wywróciłeś dla niej wszystko do góry nogami…

- Nie wiem…Przyjdzie na to czas…Ale pewnie niedługo…nie zamierzam jej przed wami ukrywać…

- A może powinieneś..- odezwał się Jimmy…- ja ją widziałem- dodał po chwili z dumą popijając kolejny łyk bursztynowego napoju…- niezła jest….jak ty to robisz, że lecą na ciebie najlepsze laski?

Paddy uśmiechnął się lekko…ale nie odpowiedział…

- A co z Joelle?- zapytał nieśmiało Angelo…Znowu nie odpowiedział wypijając do samego dnia wódkę z tonikiem, którą chwilę wcześniej zmontował dla niego Dyrk…

- Wyjechała do rodziców…

- Nie wróci już?- Angelo dopytywał dalej….

- A daj mu już spokój…nie ma jej, nie ma o czym gadać….- skwitował go Dyrk- lepiej powiedz nam co teraz będzie z tą…no…..z tą Sarą?

Paddy uśmiechnął się na samo jej wspomnienie…

- A co chciałbyś wiedzieć? Jest ok., myślę, że zaczyna się układać…co prawda na święta leci do Bostonu, ale wróci…

- Leci na święta do męża, a ty będziesz siedział tu sam, tak?- zapytał ironicznie Angelo

Dyrk i Jimmy spojrzeli na niego badawczo kompletnie nie rozumiejąc o co chodzi…

-         Leci do rodziców, możesz być spokojny- odpowiedział spokojnie, sprawiając wrażenie, że słowa młodszego brata kompletnie go nie poruszyły…Wypijając kolejną porcję alkoholu zdał sobie sprawę, jak bardzo chce oszukać samego siebie…A jeśli Angelo ma rację? Co będzie, jeśli nie wróci? Potrząsnął przecząco głową chcąc odpędzić złe myśli…

-         Paddy, a skoro już wyzbyłeś się kobiet ze swojego domu, to może zaprosimy dziś jakieś panny, co?- zaczął Jimmy, którego język zdawał się powoli rozplątywać…

-         Jestem za!- wtorował mu Dyrk….

-         Nie, nie panowie…Tamte czasy już nie wrócą….A może…kto wie….róbcie co chcecie, ale beze mnie- Paddy roześmiał się głośno…- Dyrk a pamiętasz tą maszkarę z Kolonii? Długo ją wspominałeś później…

Na Dyrku takie uwagi nie sprawiały żadnego wrażenia, z reguły lubił się śmiać ze wszystkiego i wszystkich, a najbardziej z samego siebie…

-         No tak, zaraziła mnie jakimś czerwonym paskudztwem…chyba nigdy tego nie zapomnę…

W pokoju rozniósł się głośny śmiech mężczyzn…

Ewidentnie właśnie tego potrzebował…Alkoholu na rozluźnienie i towarzystwa, na które zawsze mógł liczyć…

-         Paddy…a nie myślałeś żeby tak po prostu dać sobie trochę czasu- nagle Angelo zmienił temat…

-         Czasu? Ale na co?

-         Może powinieneś na spokojnie sobie wszystko przemyśleć…nabrać dystansu…

-         A ten znowu nawraca….- wtrącił się Jimmy wzdychając ciężko…

-         Jimmy, zamknij się….ja mówię poważnie…- Angelo ponownie starał się sklecić jakieś sensowne zdanie…- Kończysz z  jedną i od razu chcesz się wiązać z drugą…Przemyśl to sobie…Wszystkie baby są takie same….Przyprowadzisz ją tutaj i pewnie niedługo zechce zostawić swoje dziwne kobiece akcesoria w łazience. Później zechce się jej szuflady. Zanim się zorientujesz kupi poduszki na twoją kanapę, a twoje piwo będzie musiało ustąpić miejsce w lodówce jej dietetycznym napojom i odtłuszczonym jogurtom…

Wszyscy trzej spojrzeli na niego badawczo…- No co tak patrzycie? jest lekarzem…daję głowę, że tylko tak się odżywia- Angelo dalej szedł w zaparte…

-  Nie polewajcie mu już- zaśmiał się Jimmy machając niedbale ręką….- Zaczyna trzeszczeć od rzeczy…

*******

Chwiejnym krokiem doszedł do frontowych drzwi…Światło w kuchni, które zobaczył wychodząc z taksówki sugerowało, że jego żona zapewne czeka na niego z  niecierpliwością …Wiedziała dokąd i z kim się wybiera, więc nie bardzo rozumiał, dlaczego o tej porze jeszcze nie spała…

Kiedy wreszcie wszedł do kuchni zastał ją siedzącą przy stole…Obiema dłońmi obejmowała biały kubek, a zapach świeżo zaparzonej kawy unosił się w całym pomieszczeniu…Miał wrażenie, że nawet go nie zauważyła kiedy stanął w drzwiach opierając się całym swoim ciężarem o futrynę…Za wszelką cenę starał się zachować pion…

- Wróciłem…- wybełkotał glośno…

- Ciszej…obudzisz dzieciaki…

- No nie przesadzaj…- chwiejnym krokiem podszedł do Kiry oplatając od tyłu jej szyję….

- Kochanie, a może…- ustami złapał na koniuszek jej ucha…

- Nic z tego…jesteś pijany…- odpowiedziała twierdząco, raczej bez wyrzutu – Poza tym….

- Dzieciaki śpią…- Angelo nie dawał za wygraną…

- Tak, śpią i ty też zaraz się położysz….- kobieta podniosła się z miejsca odstawiając pełen kubek na blat tuż przy zlewie….- ale przedtem powiedz mi co u Patricka?

- A co ma być?- odpowiedział zrezygnowany- Wypiliśmy, pogadaliśmy i tyle…- dokończył wzdrygając ramionami…

- A co on zamierza? Co to za dziewczyna?

- Dziewczyna? nie przypominam sobie żebym coś o niej wspominał….- Angelo podszedł do żony obejmując ją w pasie…

- Angelo…- Kira spojrzała na męża wymownie…

- Nie wiem co zamierza…Zakochał się chyba….Podejrzewam, że gdyby nie Stille Nacht poleciałby z nią tam….no….do ….do Ameryki….- kontynuował z trudem….

A więc jednak…- pomyślała w pierwszym momencie…

- Kochanie, idź się położyć, cały czas mam wrażenie, że zaraz się przewrócisz….ale wcześniej musisz coś usłyszeć….- Kira spojrzała na niego czule – Mamy gościa…nie wiem ile to potrwa….ale nie pozwoliłam Joelle wrócić do rodziców…..

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii opowiadanie. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „XLIII

  1. ~Riri pisze:

    Wow super ! Zajebisty męski wieczór ! Jimus <3 Kurde żal mi Joelle … No to Angelo miał niespodziankę :) A Paddy musi kochać Sarę … Przewrócił całe swoje życie dla niej …ciekawe co bedZie dalej … Sara jak dla mnie zbyt sZybko ponownie zaufala Padzikowi ale … Czekam na wiecej !

  2. ~bonsai83 pisze:

    SMutny rozdzial jak dla mnie …Joela sie wyprowadzila ,tyle lat zwiazku no szkoda .Czułam tem jej ból … rodzice chyba nie wiedza co sie stało…i przez to u Kiry sie znalazla i dobrze. Meski wieczor przydal sie Padzikowi ,fajnie ze moze zawsze liczyc na chlopakow ale Sven cos zamulił hahha… Sara tez przygnebiona …rozwod za pasem… za to Padzik jak wspomni Sare to az promienieje. Niech im sie ulozy . Ale Joeliki bardzo mi szkoda…i jak cierpi rozpadam sie jak ona na kawalki.

  3. ~Edyta pisze:

    Bomba!!!! Odwiedzili Nam Padzika, całe szczęscie bez Sveniska, bo ten to by na bank zepuł całe spotkanie ;) pijany Angelo hahahah nie moge z Nim!!!! Odrazu coś mi sie przypomina… No nie mogę :D ale że Joellka u Kiry i Angelo?????!!!!! Why why why????? Sie pytam!!! powinna iść do rodziców…. Przecież Ona nawet jego żoną nie była!!!! Jest mi jej żal i bardzo ją lubie w tym opowiadaniu, ale niepotrzebnie tam polazła….!!!! Czekam co tam się dalej wydarzy, ojjj czekam….. Brawo Joanno :D

  4. ~Ola pisze:

    Bardzo podobają mi się przemyślenia Paddy’ego. O tym, że zrozumiał Sarę i jej rozwód, bo sam to samo miał z Joelle. Ale, że ona u Kiry? No to sobie Paddy może czekać na mamuśkę i się nie doczeka. A czemu niby mama miałaby przychodzić do niego i żądać wyjaśnień? Tego nie rozumiem. Przecież, to sprawa ich, młodych, a nie rodziców. No ok, lubili Paddy’ego, ale mimo wszystko, to jest wyłącznie ich sprawa. Świetne spotkanie i rozmowy z przyjaciółmi, tego było mu trzeba. Żal mi Joelle bardzo, baaaaaardzo! Ale niestety ludziom czasem bije na dekiel i zakochują się w kimś innym. Dobrze, że nie po ślubie, a przed nim.

  5. ~Aneta pisze:

    Super Asiu..Padzik wolny jak ptak…Joela się wyniosła do Kiry..Ale to jednak ona 13.04 zostanie jego żona. Hmmm

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>