XLV

Niekończące się argumenty Magdy sprawiły, że nie poleciała do Amsterdamu. Nie zrobiła tego też następnego dnia. Nie mogła przecież zostawić przyjaciólki, która specjalnie dla niej pokonała tysiące kilometrów. I to tylko, a może aż z powodu kolejnej życiowej porażki która ją spotkała. Po nieprzespanej nocy, której głównym a właściwie jedynym tematem był Paddy, nie czuła się zbyt dobrze. Usilne próby namówienia jej na kolejną szczerą rozmowę nie mogły przynieść skutku, dlatego też Magda usiłowała sprawiać wrażenie, że choć na chwilę pogodziła się z tym. Natomiast Sara czuła, ze jej serce po raz kolejny jest mocno poobijane, jeśli nie całkiem złamane.

-         Może wyjdziemy gdzieś dzisiaj? Pokażesz mi ten swój Berlin…?-zaczęła nieśmiało Magda cały czas nie odrywając wzroku od laptopa, którego trzymała a kolanach…

Sara nie odpowiedziała. Okalając dość spory kubek obiema dłońmi stała przy oknie wychodzącym na główną ulicę miasta. Jej  myśli biegły ku niemu w każdej sekundzie, zastanawiała się co robi, czy myśli o niej, a może jest z….z… Joelle…Przełknęła głośno ślinę

-         Słyszysz mnie?- Magda oderwała się od ekranu…

-         Słyszę, ale wiesz…Wybacz, ale nie mam nastroju…

-         A masz jakiś lepszy  pomysł?- szatynka podniosła się z miejsca. Odłożyła laptopa na niewielki, jasny stolik po czym  z wyrzutem spojrzała na przyjaciółkę.- Cholera, ja naprawdę wszystko rozumiem…Rozumiem, że nie chcesz teraz go widzieć, masz powody, ale….Ale tak nie można…- Magda ucięła w pół zdania- Wyjdźmy gdzieś, zabawmy my się. Tak jak dawniej. Jak zawsze.-dodała niemal błagalnym tonem…

-         Berlin to nie jest Londyn czy Paryż….Tu nie ma nic…- blondynka odpowiedziała cicho nie odrywając wzroku od zatłoczonej ulicy.

-         To dlaczego nie wrócisz?

-         Co?

Magda zaśmiała się głośno- Dobrze słyszałaś. Pytam, dlaczego nie wrócisz? Nawet za tydzień. Ze mną?

Sara powoli spuściła wzrok dłuższą chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Jedną ręką zacisnęła mocniej pasek beżowego szlafroka, który miała na sobie.

-         Nie mogę.

-         Nie możesz, bo nie chcesz. Bo wiesz, że bez niego…

-         Przestań proszę. – Sara obróciła się gwałtownie a pierwsze łzy pojawiły się w jej oczach.

-         Nie przestanę, bo doskonale wiesz, ze mam rację. Tak nie można.- szatynka podniosła się z miejsca podchodząc szybko do przyjaciółki. Jej dłonie  mocno opadły  na jej ramiona.- Porozmawiaj z nim. Daj sobie szansę. Słyszysz…- błagalnym wzrokiem spojrzała na jej twarz…

-         To nie jest proste. Ona i on zawsze…

-         I co z tego. On jej nie kocha. Kocha ciebie, dlaczego ty nic nie rozumiesz?!

*******

Wieczorem Magda wybrała się do Thomsa i Grety. Kilka dodatkowych godzin w szpitalu stały się doskonałym pretekstem do tego, żeby jednak przekonać przyjaciółkę do samotnej wizyty.

Miała zbyt wiele spraw na głowie, a myśli o sytuacji, w której się znalazła były bolese…

Z czasem pewnie będzie lepiej, powiedziała sobie zamykając za sobą drzwi gabinetu. A może jednak Magda ma rację? Może powinna wrócić do Stanów. A może powinna zostać? Wbrew temu co mówiła Magdzie polubiła Berlin. Nawet jeśli nie będą razem i jej ból całkeim nie zniknie, to przecież w kocu nauzy się z nim żyć. Miała tu przecież przyjaciół i z ich pomocą mogła poradzić sobie ze wszystkim- pomyślała pocieszając się w myślach.

 

Sprawnie zaparkowała przed swoją kamienicą. Otworzyła drzwi i zaciągnęła się rześkim powierzem. Podchodząc do frontowych drzwi nagle zesztywniał. Stał tam, oparty o metalową skrzynkę na listy…

-         Co ty tutaj robisz?

-         -Czekałem aż skończysz pracę. Co u Ciebie słychać?- Paddy zapytał z wyrzutem nawet na chwilę nie zmieniajac niezwykle poważnego wyrazu twarzy.

-         -Nie mam pojęcia po co przyjechałeś….- nie podejrzewałą samej siebie, że podoła zlekceważyć jego widok. Przecież tęskniła.

Nie patrząc w jego stronę starała się szybko znaleźć kluczyk w dużej skórzanej torebce.

Dopiero wtedy  Paddy uśmiechnął się lekko. Wreszcie znalazła klucz, którym szybko przekreciła zamek. Weszła do środka, pokonując kolejne stopnie schodów, cały czas czując jego oddech na plecach.

-         -Musimy porozmawiać.

-         -Ja nic nie muszę.

Gwałtownie złapał ją za ramię zatrzymując przy samym wejściu do mieszkania.

-         -Musisz. To dotyczy ciebie. A raczej nas.

-         -Ale ja nie mam ci nic do powiedzenia.

-         -Dobrze, w takim razie będę mówił ja, i to teraz.

Paddy  podszedł do niej niebezpiecznie blisko. Zrobil to szybko, ale Sara dobrze wiedziała, że gdyby naprawdę chciała to zdążyłaby się odsunąć.

Tak dobrze byo znów się znaleźć w jego ramionach, poczuc jego usta i dłonie. Duma gdzieś uleciała, pozostało tylko tęskne, bolesne pragnienie.

-         -Cholernie za tobą tęsknię.- Patrick wymruczał z ustami przy jej twarzy.

Sara mocno zacisnęła powieki.

-         -Idź stad!

-         -Saro…

-         -Powiedziałam, idź sobie!- powtórzyła i wyrwałą się z jego ramion- Nienawidzę cię za to, że tu przyjechałeś i znów wyszłam na głupią.

-         -Nie jesteś, ani nigdy nie byłaś głupia- powiedział łagodnie Paddy i lekko dotknął jej ramienia.

Sara z furią wzięła torbę i uniosła ja w górę.

-         Jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz to…

-         Patrick spojrzał prosto w jej płonące oczy i lekko się uśmiechnął.

-         – Bogu dzięki, to naprawdę ty!- zawołał i ostroznie podniósł rękę.- Proszę, posłuchaj mnie.

-         – Ja już skończyłam rozmowę z tobą.

-         -Proszę Cię- przerwał jej, spoglądając smutnym wzrokiem…

-         – Ok. Dobrze Paddy. Wejdź, powiedz, co masz do powiedzenia, a później wyjdź.

Wzruszył ramionami i wszedł za nią do pustego mieszkania. Dopiero teraz zauważyła jego buty, wysokie za kostkę z wytłaczanej brązowej skóry.

-A cóż to takiego?- zapytała ze zdziwieniem.

Paddy uśmiechnąć się do niej.

-To? Moje nowe buty. Jak ci się podobają?- gdy nic nie odpowiedziała, ponownie zaczął- Wiem, że nie pasują do mojego dawnego stylu, ale niektóre rzeczy czasem się zmieniają. Wiele już się zresztą zmieniło. Czy mogłabyś odłożyć tą torebkę?

- Co takiego?- Sara zdziwiła się- Aha, dobrze. Położyła niedoszłe narzędzie zbrodni na stolik

Założyła ręce na ramiona i stanęła naprzeciw niego  z trudem panując nad przyspieszonym oddechem.

-         Kochanie…-zaczął…

-         – Nie nazywaj mnie tak….

-         Dobrze. Jak chcesz. Chcę ci powiedzieć, że cię kocham i wiedz, że ja nie rzucam słów na wiatr. I nie pozwolę ci odejść.-zaczął drapiąc się po głowie.- I nie chcę się już kłócić. I chcę żebyś została moją żoną.

-         – Ale ja chcę.- oburzyła się- Nie pozwolę żebyś mnie znowu zranił! Nie mam zamiaru…- naraz urwała i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami- Co ty powiedziałeś?

-         – Wreszcie mnie wysłuchaj. Nie jesteśmy do siebie podobni, wiem, że sytuacja z Joelle…

-         – Sytuacja? Tak to nazywasz?!- podniosła głos czując zbierające się w niej emocje…

-         Wiem, że może lepiej było by ci z kimś innym, na przykład z Jacobem.- Paddy kontynuował nie zważając na jej słowa.

-         Sara zaśmiała się krótko.

-         – Jacob? A to dobre! Wiesz co?-postukała go palcem w pierś- Zostaw mnie w spokoju. Mam jeszcze dzisiaj coś do zrobienia.

-         – Saro, ja jeszcze nie skonczyłem- rzekł Paddy i widząc , że dziewczyna szykuje się do groźnej riposty, zrobił to, co najlepsze, a mianowicie zaczął ją całować, aż wreszcie ucichła. Po chwili bez tchu oparła głowę o jego pierś.

-         – To się nie uda…Nie mam już sił…- zaczęła cicho…

Odchylił się do tyłu żeby lepiej widzieć jej twarz…

-         Chyba nigdy nie wierzyłem w miłość do grobowej deski, dopóki nie poznałem ciebie, dopóki nie czułem się tak jak przy tobie…

-         -A jak się czułeś.

-         Pamiętasz, jak powiedziałaś mi kiedyś, że to co nas łączy może stać się najlepszą częścią naszego życia? Miałaś rację. Nie wiem, czy nam się uda, ale muszę spróbować, bo nie potrafię bez ciebie żyć…

-         Sara zrozumiała, że on też się boi, chyba jeszcze bardziej niż ona.

-         -Nie mogę dać ci gwarancji…Joelle…

-         -Wystarczy, jeśli powiesz, że też mnie kochasz, i że spróbujemy.- powiedział patrząc w jej oczy. Wszystkie jej uczucia były tam wypisane. –Kocham cię Saro. Bardzo cię kocham.

-         Przytuliła policzek do jego dłoni.

-         -Zastanowię się…-zaczęła poważnie- jeśli powtórzysz te słowa kilkaset razy.

-         Powtorzył je wielokrotnie, całując jej twarz i usta

-         – Poczekaj….-powiedziała starając się uniknąć jego ust….- Myślę, że…

-         – Myślenie nie ma tu nic do rzeczy. Wiem, co czuję…

-         Sara szybko straciła grunt pod nogami, ale przelotne uczucie paniki wygrało z falą euforii..

-         Potrzebuję czasu….

-         Dobrze, to podrzucę ci jeszcze jeden temat do rozmyślań, Chcę żebyś ze mną zamieszkała. Chcę sprzedać dom, znajdziemy inny…

Panika wróciła tym razem znacznie potężniejsza. Sara patrzyła na niego bez słowa.

- Chyba nie mówisz poważnie?

-         Jak najbardziej. A ty też to wiesz, bo inaczej,  nie patrzyłabyś  na mnie wzrokiem królika złapanego w sidła…

-         – Ja nie…

-         – Przedstawiam ci tylko obraz sytuacji z mojej strony, żebyś zaczęła się do tego przyzwyczajać.

Nie sądziła, by kiedykolwiek mogła przyzwyczaić się do tej uczuciowej karuzeli jaką przy nim przeżywała. Czy to właśnie jest miłość?- pomyślała w panice.

-         Ja nie…nie jestem pewna czy…- urwała i głośno wypuściła wstrzymywany oddech- Chcesz żebym straciła rozum?

-         Na szczęście udało jej się uśmiechnąć przy tych słowach.

-         – Właśnie- potwierdził Paddy- Pocałuj mnie.

-         Poruszyła się, wysuwając z jego uścisku.

-         – Nic z tego. Całowanie ciebie wymazuje z mojej głowy resztki inteligentnych myśli.

-         Tym razem to on się uśmiechnął.

-         – Skarbie to najmilsza rzecz, jaką dotychczas od ciebie usłyszałem. I nie spodziewaj się, że po takim wyznaniu mogę tak po prostu wyjść.

-         – Nie proszę o to- potrząsnęła głową.

-         – W takim razie powiedz wyraźnie czego chcesz.

-         – A niech cię Paddy, nie chcę zachowywać się rozsądnie, nie chcę już myśleć, zastanawiać się, planować każdy krok. Chcę, żebyś już teraz w tej chwili sprawił, że przestanę myśleć.

-         Zarzuciła mu ramiona na szyję i przycisnęła usta do jego ust. Czuła lęk i euforię. Obawiała się, że zrobi krok w przepaść, a jednocześnie wiedziała, że czyni to z szeroko otwartymi oczami.

-         – Paddy…

-         – Nic nie mów. Ani słowa. – pociągnął ją z salonu do sypialni, zostawiając za sobą drzwi otwarte na zapachy i chłód nocy.

*******

Leżał z ustami przycisniętymi do jej szyi. Sara oddychała równo i głęboko. Zastanawiał się czy usnęła, ale gdy odsunął się nieco, jej ramiona znów go przyciągnęły.

-         Nie- szepnęła- Nie chcę, żeby to się już skonczyło.

Paddy obrócił się na plecy i pociągnął ją do siebie.

-         Tak dobrze?

-         – Tak- uśmiechnęła się, pocierajac policzkiem o jego policzek- – Chyba nigdy w życiu nie było jej tak dobrze,

Paddy objął jej twarz dłonmi i przyjrzał się jej uważnie.

-         Nic nie widzę. Za ciemno tu- mruknął i pstryknął wyłącznikiem nocnej lampki.

Sara zakryła oczy dłonią.

-         Po co to zrobiłeś?

-         – Bo chcę cię widzieć, jak będę się z tobą kochał.

-         – Znowu? – roześmiała się szczerze- Chyba żartujesz.

-         – Nie, proszę pani. Nie zamierzam kończyć przed świtem.

-         Leniwie przytuliła się do niego całym ciałem.

-         – Chociaż….chociaż nie możesz to zostać przez całą noc….-zaczęła …-Magda…

-         – Chcesz się założyć? Naprawdę nie mogę?- zapytał uśmiechając się szeroko. Jego dlonie znowu zaczęły wędrować po jej ciele.- Masz takie wspaniałe ręce- zamruczała, całą sobą zatrącając się długim pocałunku.

-         – Zostań

-         Znowu zadrżała.

- Może zostanę jeszcze trochę.

Opublikowano opowiadanie | 12 komentarzy